Kiedy życiem rządzi strach, nie ma nic


Ostatnie pięć tygodni upływa mi pod znakiem zapytania. Nie lubię się żalić na blogu, kiedyś to robiłam i później cała moja rodzina wiedziała, jaka to jestem oskarżycielska i niewdzięczna. Ktoś przeczytał, ktoś puścił dalej. Problem, który krąży wokół mnie teraz, nie ma jednak wydźwięku pretensjonalnego. Podejrzewam, że jest to problem, z którym się boryka 99% ludzi, bo jesteśmy tylko… ludźmi. Warto poruszyć ten temat, bo zauważyłam, że wielu z nas woli uciec, zniknąć, pocierpieć i zapomnieć. Tak nie powinna wyglądać żadna relacja.

Bycie z osobą niepełnosprawną jest trudne. Stwierdzam to, jako osoba na wózku, z porażeniem mózgowym i wadą wymowy. Przeciętny człowiek, powiedziałby: przesrane. I pewnie miałby rację, ale wiecie co? Przeciętni ludzie, zwykle szukają najprostszej drogi, nie potrafią kreować i stawiać sobie celów. Chodzą do pracy, by odwalić robotę, po robocie zajmują się pierdołami, a później nagle się okazuje, że coś utracili.

Tak też jest z relacją. Jeśli nie poświęcimy czasu drugiej osobie i zaczniemy myśleć tylko o czarnym scenariuszu, w końcu strach nas tak sparaliżuje, że pozornie stracimy wszelakie uczucia. Mój związek jest najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić. Dwa lata i pół miesiąca wspólnych wypraw, rozmów, śmiechów, wspierania się. Przychodzi jeden dzień, jedna niewinna rozmowa i wszystko pryska.

Właśnie przez paraliż. Dlaczego mężczyzna, to taka istota, która w sekundzie potrafi odwrócić myśli i wszystko tak przedstawić, że chce się albo płakać, albo wymiotować? Z jednej strony mówi kobiecie, że nie czuje już potrzeby, by z nią przebywać, a kiedy kobieta go pyta czy jest przy niej szczęśliwy, odpowiada, że zawsze. Raz mówi, że już jej nie kocha, a innym razem, że boi się jak sobie da radę. Lubi ją przytulać, rozmawiać z nią i spać, a za wszelką cenę usiłuje wmówić sobie i innym, że to tylko takie tam.

Takie tam, nie dałoby tylu dobrych chwil i nadziei. Takie tam, nie wspierałoby się wzajemnie. Takie tam, nie szanowałoby drugiej osoby. Takie tam, nie miałoby głosu pełnego bólu, gdy wypowiadałoby wszystkie te straszne słowa.

Jestem kobietą i patrzę na to wszystko nieco innym okiem. Po pierwsze, nie można przestać kochać z tygodnia na tydzień, szczególnie, jeśli nie było kłótni, zaniedbań i przykrych incydentów. To po prostu niemożliwe, chyba, że poznało się kogoś – w tym wypadku tak nie jest i nie pytajcie skąd wiem. Czy to wina ciągłego porównywania? Im nie wyszło, to nam też nie wyjdzie. Oni byli ze sobą z przyzwyczajenia, to my też na pewno jesteśmy. Rzeczywiście, tych porównań z jego strony było mnóstwo i z pewnością to nałożyło te wszystkie wątpliwości. Jednak, na litość boską, czy my jesteśmy Józefiną i Stanisławem? Genowefą i Olgierdem? Nie! Nikt nam nie pisze złego scenariusza, nikt nie mówi, że zostaniemy z tym sami, nikt nie twierdzi, że nam nie pomoże. Problem jednak polega na tym, że „mój” mężczyzna nie ma wsparcia od nikogo, prócz mnie. Oczywiście, moje słowa mają znaczenie, ale tak naprawdę to nie wystarczy. Ja to jedno, otoczenie to drugie. Jeśli ludzie, z którymi się mieszka lub pije przysłowiową wódkę nie umieją powiedzieć dobrego słowa i nie potrafią wesprzeć, to ta bezsensowność w człowieku narasta i powoduje chaos. To bardzo smutne. Ja dorastałam w rodzinie gdzie okazywało się miłość, miałam i mam przyjaciół, którzy potrafią pocieszyć i racjonalnie wesprzeć, W chwili obecnej od każdego słyszę, że nie rozumie tej sytuacji, że „mój” mężczyzna prawdopodobnie przeżywa kryzys i toczy walkę z samym sobą, nie czując od nikogo wsparcia. Chciałabym, aby miał dojrzalszych kolegów, mógł (lub chciał) się z nimi lub z mamą podzielić swoimi obawami, chciałabym by nie słyszał tekstu „to twoje życie”, który nie jest ani motywujący ani budujący. Nie zamierzam mu zmieniać tego otoczenia, bo to jego wybór i niekiedy „przymus”, ale po prostu chcę by ci wszyscy ludzie odnaleźli w sobie empatię. Bo nawet facet potrzebuje czasem wsparcia i dobrego słowa, niekoniecznie od swojej partnerki, partnera.

Nikt nie jest maszyną. Każdy ma gorsze chwile i wtedy może się załamać, jeśli nie uzyska pomocy. Stereotypy mówią, że facet powinien dźwigać cały ciężar i nie zdradzać smutku, bo jest facetem. Gówno prawda, nawet mężczyźni mają prawo do łez czy wątpliwości. Pytanie, czy to zauważymy i zareagujemy?

Ja nadal mam nadzieję, że zły czas minie. Moja rodzina i przyjaciele również. Nie mam pojęcia tylko, co powinnam zrobić, by nie wyjść na zdesperowaną, a z drugiej strony, jak kompletnie pozwolę na „ciche dni”, on może to odebrać jako opuszczenie. Boję się jego honoru, bo honor każdego faceta, jest niekiedy popieprzony. Złe myśli mijają, a facet zamiast spróbować, wstydzi się powrotu i spojrzeń wszystkich dookoła. U mnie akurat każdy nam kibicuje i nie zamierza nikogo gnębić. Wręcz przeciwnie. Jednak nie ma tutaj jednego, dobrego rozwiązania. Najważniejsze to chyba to, by żyć teraźniejszością, a nie tym, co będzie za ileś lat. Za dziesięć lat może być wojna i oczywiście mogłabym już teraz się załamać tym faktem, ale czy to mi da coś konkretnego? Nie, straciłabym po prostu ogrom czasu na zamartwianie się. Być może dostałabym depresji, A to nie o to chodzi. 

Jestem osobą, która myśli zdrowo. Gdybym nie była, nie potrafiłabym żyć normalnie, bo najbardziej na świecie boję się starości. Boję się też tego wszystkiego, co będzie, gdy uda mi się wyfrunąć z domu, ale w takich sytuacjach, pocieszam się historiami innych par, gdzie jedno jest niepełnosprawne, może czasem bardziej, bo nie jest w stanie samodzielnie jeść, umyć się i zakomunikować swoich potrzeb natychmiastowo przez całkiem uszkodzony aparat mowy. Ewelina i Łukasz z bloga Miłość Bez Tabu bardzo mnie podbudowali, inne pary również. To dzięki nim wierzę, że wszystko będzie dobrze. Budują nas ludzie i ich mentalność. Rozmawiajmy i żyjmy. Jakby to jutro miał być koniec świata, a nie za dziesięć lat.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Kim jestem?



Była studentka dziennikarstwa i pasjonatka nowoczesnych technologii, obecna studentka marketingu internetowego. Lubię zaglądać w ludzkie dusze, analizować problemy i je rozwiązywać. Walczę ze stereotypami sprawdzając przy tym siebie samą. Pokonuję bariery pędząc przez życie na czterech kółkach




Masz pytania? Napisz do mnie: kontakt@krecamniekolka.pl